Jesteś tutaj: HomeWywiadyEnergetyka musi odejść od tradycyjnego górnictwa

WyWIAdy

Film

 

Serwisy informacyjne

Urzędy Państwowe

Spółki przesyłowe

Bezpieczeństwo pracy

Członkowie LTnRRE

Energetyka musi odejść od tradycyjnego górnictwa

Z prof. Janem Popczykiem z Politechniki Śląskiej, członkiem Lubuskiego Towarzystwa na Rzecz Rozwoju Energetyki, rozmawia Michał Iwanowski

- Jeśli chodzi o odnawialne źródła energii, świat nas wyprzedził o 10 lat. To pana słowa z konferencji branżowej w Katowicach. Nieco upraszczając problem, zapytam: czy to znaczy, że mamy w kraju za mało wiatraków i czy powinniśmy ich mieć tyle, co Niemcy?

- Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, a pytanie o wiatraki i sens ścigania Niemiec w ilości energii elektrycznej pochodzącej z wielkich farm, z wielkimi turbinami (o mocy kilku megawatów każda), jest dobrym punktem wyjścia do dyskusji. Otóż jednoznacznie odpowiadam: nie powinniśmy ścigać Niemców w tym segmencie technologicznym. Są dwa fundamentalne powody. Pierwszy taki, że Niemcy wchodziły w technologie wiatrowe WEK (wielkoskalowa energetyka korporacyjna) wtedy, gdy inne technologie OZE/URE (URE – urządzenia energetyki rozproszonej) jeszcze się nie przebijały na rynku (technologie wiatrowe WEK były praktycznie jedyną, poza hydroenergetyką, możliwością zwiększania produkcji odnawialnej energii elektrycznej). Drugi powód jest ten, że energetyka wiatrowa WEK wymaga wielkich zasobów sieciowych oraz usług systemowych regulacyjnych i rezerw mocy (uwzględnienie tych czynników, dotychczas praktycznie nie uwzględnianych w rachunku ekonomicznym inwestorów, spowoduje bardzo silne obniżenie konkurencyjności energetyki wiatrowej WEK). Czyli światowego wyprzedzenia, w stosunku do Polski, w dziedzinie OZE nie łączę z powolnym rozwojem energetyki wiatrowej WEK. To opóźnienie łączę z gwałtownymi zmianami na świecie, ale w szczególności w Chinach. Chiny mają 17 pierwiastków kluczowych dla rozwoju nowoczesnych technologii: pokrywają ponad 90% światowego zapotrzebowania na REE (Rare Earth Elements). Są to między innymi: ind, neodym, dysproz, terb. W sierpniu 2010 roku Chiny ogłosiły, że wydadzą 15 mld USD na rozwój technologii URE (urządzenia energetyki rozproszonej). Jest to akumulator do samochodu elektrycznego, ale również do celów technologii zasobnikowych zintegrowanych na przykład z mikrowiatrakami, z ogniwami fotowoltaicznymi i innymi mikro-technologiami wytwórczymi. Jest to maszyna elektryczna z magnesami trwałymi, mianowicie silnik w samochodzie elektrycznym i generator w mikrowiatraku. Są to ogniwa fotowoltaiczne. Wreszcie są to żarówki o zużyciu energii elektrycznej o 80% mniejszym, w porównaniu z tradycyjnymi.

 

- Odwracając więc problem wiatraków, to Niemcy "przeinwestowali" w ten rodzaj odnawialnych źródeł energii?

- Tak. Przy tym przypadek niemiecki pokazuje w całej jaskrawości szerszy problem. Jest nim ogromne, i coraz większe, ryzyko jakie w energetyce, zwłaszcza w elektroenergetyce WEK, powodują koszty zewnętrzne. W ekonomii koszty te są już dobrze opisane, mianowicie stanowią one różnicę kosztów społecznych i kosztów prywatnych. Inwestorzy w obszarze energetyki wiatrowej WEK (otrzymujący słusznie w początkowym etapie rozwoju wsparcie rządowe/regulacyjne) wygrywali konkurencję w walce o rynek energii elektrycznej nie ponosząc, albo prawie nie ponosząc, wspomnianych już przez mnie kosztów sieciowych, kosztów regulacji, kosztów rezerw mocy. Szybko jednak przychodzi czas, że koszty te ujawniają się w całej swojej wielkości i muszą być uspołecznione, czyli przełożone na ogół na odbiorców energii elektrycznej (rzadziej na podatników, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych). Dobrze byłoby, gdyby w Polsce koszty te zostały wprowadzone w pełnym zakresie do rachunku efektywności inwestorów w obszarze energetyki wiatrowej WEK od początku. Wówczas można by ocenić prawdziwą konkurencyjność tej energetyki, a nie wylobbowaną przez inwestorów.

 

- Obecnie w Niemczech powstają projekty budowy ośmiu nowych elektrowni na węgiel. Podczas gdy od dawna jest lansowana idea odchodzenia od węgla jako surowca energetycznego. O czym to świadczy? O jakimś przewartościowaniu w energetyce i ekologii, czy raczej o ekonomicznej pragmatyce?

- Mówi pan o faktach, czy o „urabianiu” opinii publicznej przez przemysł WEK (potężny przemysł produkujący dobra inwestycyjne dla energetyki WEK, tracący rynki zbytu w procesie przebudowy energetyki WEK w energetykę OZE/URE). W Polsce też „fruwają” w Internecie, na konferencjach i w gazetach (w krajowych dziennikach i tygodnikach, ale zwłaszcza w kolorowych czasopismach energetycznych dla celebrytów bezpieczeństwa energetycznego) projekty węglowych bloków energetycznych o łącznej mocy nawet do 20 tys. MW (szczególny „wysyp” tych projektów pojawił się w związku z „sukcesem” rządowym w UE dotyczącym derogacji dla polskiej energetyki węglowej zapewniającej łagodniejsze jej traktowanie w sprawie uprawnień do emisji CO2 w okresie do 2020 roku). Traktuje pan poważnie te projekty? Ja nie!

 

- Na terenie woj. lubuskiego powstał projekt budowy kopalni odkrywkowej węgla brunatnego na złożach Gubin-Brody oraz budowy elektrowni węglowej. Tego ogromnego przedsięwzięcia chce się podjąć PGE. Jak pan sądzi, czy polska energetyka ma szansę odejść od węgla?

- Energetyka musi odejść od tradycyjnego górnictwa. Choćby dlatego, że jest ono coraz bardziej niebezpieczne, powoduje duże koszty zewnętrzne (środowiska i społeczne). Węgiel dla celów energetycznych będzie natomiast użyteczny, jeśli czyste technologie wygrają konkurencję. Na to się jednak prędko nie zanosi. Technologia CCS (wychwytywanie i magazynowanie CO2) jest w powijakach (na pewno będzie bardzo droga inwestycyjnie, na pewno będzie bardzo energochłonna, czyli nieefektywna, i w dodatku stwarza mało rozpoznane ryzyko dla środowiska (w obszarze magazynowania CO2). Technologia IGCC w części dotyczącej zgazowania węgla jest jeszcze bardziej w powijakach. Nie wiadomo, kto miałby sfinansować rozwój tych technologii (CCS, IGCC) do etapu dojrzałości komercyjnej. Zwłaszcza, jeśli USA po 20 latach finansowania czystych technologii węglowych (lata 80. i 90. minionego wieku) nie osiągnęły wiele i teraz finansują na dużą skalę, podobnie jak Chiny, technologie odnawialne, bardziej perspektywiczne. Właśnie do technologii OZE/URE i zrównoważonego rozwoju (do domów zero-energetycznych i plus-energetycznych) należy przyszłość. Przejściowo istotną rolę przeznaczam dla gazu ziemnego. Energetyka jądrowa WEK (technologicznie taka jak dotychczasowa) nie ma przyszłości, bo jest sprzeczna z demokracją i rynkiem (zakładam, że komunizmu już nikt nam w Polsce nie zaprowadzi).

 

- Dość mocno podnosi pan problem "molochów" energetycznych, które powstają w Polsce. Mówi pan wręcz, że nasze państwo zakłada sobie pętlę na szyję, tworząc przedsiębiorstwa zbyt duże, by mogły upaść. Dwa lata temu, kiedy wybuchł światowy kryzys finansowy, ekonomiści artykułowali ten sam problem w przypadku sektora bankowego, a kraje Zachodu musiały pompować miliary w jego ratowanie. Czy prognozuje pan w związku z tym wybuch jakiegoś kryzysu energetycznego?

- Tak, ale on będzie miał inny charakter niż kryzys, z którego oficjalnie już wyszliśmy (według amerykańskich kryteriów), a w rzeczywistości będzie się ciągnął za nami w postaci trwałego obniżenia dynamiki rozwoju USA i UE. To zresztą przyspieszy kryzys energetyczny, który będzie polegał na nieadekwatności energetyki WEK ukierunkowanej na wielkie inwestycje pokrywające szybki wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Wzrost, którego nie będzie. Tu jednak muszę zrobić zastrzeżenie. Nie byłoby wzrostu zużycia energii elektrycznej w scenariuszu „business as usual”. W scenariuszu z samochodem elektrycznym i pompą ciepła (przebudowującym w pożądany sposób wszystkie trzy rynki końcowe energii: energii elektrycznej, ciepła i transportu) będziemy natomiast mieć istotny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną, ale odnawialną. Stąd zrodzi się wielki kryzys: energetyka OZE/URE kontra energetyka WEK (kryzys: przemysł URE, prosumenci i całe społeczeństwo obywatelskie kontra korporacje energetyczne). Z tego kryzysu UE, ale szczególnie będzie to charakterystyczne dla Polski, wyjdzie z ogromnymi kosztami osieroconymi (związanymi z ogromnym majątkiem, istniejącym ale nieproduktywnym), których nie da się pokryć na rynku i rządy będą musiały szukać źródeł ich sfinansowania przez podatników. To oczywiście spowolni wzrost gospodarczy UE. W tym czasie będą się rozwijać Chiny dostarczając nam w kontenerach dobra „konsumpcyjne” (AGD), takie jak mikrowiatraki, kolektory słoneczne, pompy ciepła, ogniwa fotowoltaiczne, akumulatory. Amerykański przemysł pracujący dla energetyki WEK (przedsiębiorstwa takie jak: Westinghouse, General Electric, Foster Wheeler i wielu innych) oraz europejskiego (przedsiębiorstwa takie jak: Alstom, Siemens, ABB i wiele innych) będą musiały się zrestrukturyzować. To będzie zmniejszać konkurencyjność USA i UE względem Chin.

 

- Rządowa strategia "Polityka Energetyczna Polski do roku 2030" także znalazła się w ogniu pana krytyki. Jakie ma pan do niej główne zastrzeżenia?

- Przede wszystkim nigdy nie traktowałem poważnie PEP 2030, bo nie miałem nadziei, że rząd będzie ją realizował. Jeśli nigdy rządy nie realizowały uchwalanej przez siebie polityki, to co musiałoby się zdarzyć, aby tym razem było inaczej? I rzeczywiście, na zmianę nie trzeba było długo czekać. Mimo, że PEP 2030 była zła od początku, to w ostatnim czasie została zmieniona na jeszcze gorszą, bo rząd potrzebuje dużo pieniędzy i te postanowił zdobyć sprzedając państwową ENERGĘ państwowemu praktycznie PGE, przy tym zawyżając znacznie cenę transakcji. W ten sposób PEP 2030, która miała gwarantować warunki do konkurencji, stała się szybko ofiarą na ołtarzu potrzeb politycznych. Wracając do pierwotnej (z listopada 2010) wersji PEP 2030 chcę podkreślić, że główną jej wadą jest brak wyobraźni. Najgroźniejsza sprawą, gdyby ta polityka była realizowana, jest to, że uwikłałaby ona kraj na 100 lat w przestarzałą energetykę jądrową i na 50 lat w energetykę węglową. Konkurencyjność jednej i drugiej będzie szybko maleć (w przypadku pierwszej rosną gwałtownie koszty bezpieczeństwa jądrowego, w przypadku drugiej musimy się liczyć z szybkim wzrostem kosztów uprawnień do emisji CO2). Z drugiej strony konkurencyjność energetyki OZE/URE gwałtownie rośnie (na przykład ceny jednostkowe mocy w przypadku ogniw fotowoltaicznych maleją prawie 10% rocznie i jest to trend długotrwały). Dla nas, w Polsce, jeszcze ważniejsze jest to, że mamy wielkie zasoby rolnictwa energetycznego. Bezwzględnie są to drugie zasoby w Europie, po Francji. Względnie, w stosunku do potrzeb energetycznych, absolutnie pierwsze. Jeśli stawiamy na energetykę jądrową i węglową, to blokujemy rolnictwo energetyczne. Tym samym odbieramy sobie szanse na dywersyfikację naszego rolnictwa, na modernizację naszej wsi. Napędzamy biznes europejskim, także amerykańskim, przedsiębiorstwom produkującym dobra inwestycyjne dla energetyki WEK. Czyli tworzymy rynek zbytu tym, którzy na swoich macierzystych rynkach już nie mają tego rynku. Dla przykładu, program energetyki jądrowej będzie nas kosztował około 110 mld PLN (bez inwestycji w sieci elektroenergetyczne), a jego realizacja zapewni nam roczną produkcję energii elektrycznej (tylko tej energii) wynoszącą 50 TWh. Za te pieniądze można by uchronić polskie rolnictwo przed ogromnymi kłopotami w perspektywie budżetowej 2014-2020, kiedy będzie wygaszana Wspólna Polityka Rolna. I uzyskiwać rocznie około 80 TWh energii elektrycznej, a ponadto nie mniej niż 80 TWh ciepła. Można by także zastąpić potrzebną reelektryfikację sieciową wsi reelektryfikacją wytwórczą (biogazownie, mikrobiogazownie). Można by rozwiązać problem utylizacji odpadów biodegradowalnych w rolnictwie i na wsi. Także wiele innych kłopotów.

 

- A co z krajowym systemem wsparcia kogeneracji? Tzw. żółte certyfikaty za produkcję energii elektrycznej w skojarzeniu z ciepłem będą istniały tylko do końca 2012 r. Dziś firmy energetyczne nie chcą podejmować inwestycji w oparciu o regulacje, które za niedługi czas przestaną obowiązywać. Czy zatem po 2012 r. system wsparcia kogeneracji powinien być kontynuowany w tej samej formule?

- Trzeba rozróżnić wielkoskalową kogenerację i rozproszoną (małej skali – do 1 MWel oraz mikro-kogenrację – do 50 kWel. System wsparcia gazowej kogeneracji wielkoskalowej był dobry jako przejściowe rozwiązanie. Nic nie może być jednak wspomagane wiecznie, bo to oznaczałoby powrót do socjalizmu. Dlatego dalszy rozwój gazowej kogeneracji wielkoskalowej powinien być oparty na zrównaniu warunków, w których musi ona konkurować z energetyką węglową. To można zapewnić najprościej poprzez internalizację kosztów zewnętrznych środowiska, czyli na początek poprzez internalizację kosztów uprawnień do emisji CO2. Jeśli Komisja Europejska zgodzi się na derogację dla polskiej energetyki węglowej, to będzie to oznaczać jednak zróżnicowanie warunków konkurencji, a nie zrównanie. W takiej sytuacji system wsparcia w postaci żółtych certyfikatów powinien pozostać. W przypadku rozproszonej kogeneracji gazowej potrzebny jest system wsparcia uruchamiający rozwój tej technologii, bo jej w Polsce praktycznie jeszcze nie ma. W dłuższym horyzoncie (na pewno po 2020 roku, kiedy skończy się derogacja) system wsparcia powinien być zlikwidowany, potrzebna będzie natomiast pełna internalizacja kosztów zewnętrznych, która w przypadku rozproszonej kogeneracji gazowej powinna zapewnić poprawne odwzorowanie kosztów sieciowych w kosztach referencyjnych, oprócz kosztów środowiska.

 

- Rządowa strategia PEP 2030 nie wzmiankuje w ogóle o rozwoju transportu elektrycznego. Eksperci mogliby przecież napisać w strategii, czy idziemy w kierunku technologii wodorowych, ogniw paliwowych czy innych wynalazków, z jakimi eksperymentuje się w motoryzacji. Czy nie o świadczy to trochę o krótkowzrocznym patrzeniu rządu na energetykę, choćby w odniesieniu do światowych trendów?

- Świadczy, i to nie trochę, a bardzo!!! Mówię to od wielu lat. Mówię to ogólnie o polityce energetycznej rządu, a w przypadku PEP 2030 od dwóch lat, czyli od czasu, kiedy rozpoczęła się publiczna dyskusja nad tym dokumentem rządowym. W nawiązaniu do transportu podkreślam, że PEP 2030 powinna się koncentrować na fundamentalnym obecnie nowym łańcuchu wartości. Łańcuch ten obejmuje: technologie OZE/URE na rynku energii elektrycznej → „zielony” akumulator ładowany ze źródeł OZE/URE → samochód elektryczny, wraz z nową organizacją transportu w miastach (rozszerzone strefy ruchu, dedykowane pasy ruchu, darmowe parkingi) → Smart Grid. Ale z kim w rządzie rozmawiać na takie tematy?

Rozmawiał

Michał Iwanowski

 

Prof. Jan Popczyk - będzie gościem konferencji "Energetyka przygraniczna Polski i Niemiec - doświadczenia i perspektywy", która odbędzie się 19 listopada w PWSZ w Sulechowie. Paronat honorowy nad konferencją objęli premier Landu Brandenburgia Mathias Platzeck oraz marszałek Woj. Lubuskiego Marcin Jabłoński. Organizatorami są Lubuskie Towarzystwo na Rzecz Rozwoju Energetyki i Izba Gospodarcza Energetyki i Ochrony Środowiska, a współorganizatorami: niemiecka firma E.ON edis AG, PGNiG Oddział w Zielonej Górze, Mazel M.H. Mazurkiewicz sp.j., Poszukiwania Naftowe Diament sp. z o.o., PWSZ Sulechów oraz PKP Energetyka. Program i zgłoszenia znajdują się w zakładce Konferencje.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)